Showing posts with label kalendarz adwentowy. Show all posts
Showing posts with label kalendarz adwentowy. Show all posts

Kalendarz adwentowy

Thursday, December 10, 2015

Wczoraj był ten dzień kiedy udało mi się wreszcie późnym wieczorem tutaj zasiąść ... bo to właśnie o to chodzi aby to był ten właściwy dzień ;) Czasami mam dni kiedy nic nie idzie, grunt pali się pod nogami, za dużo spraw, same niepowodzenia, chciałoby się wyć z niemocy, a innym razem wszystko 'idzie jak z płatka'. 

Nie było mnie tutaj aż 7 tygodni, to najdłuższa moja przerwa w blogowaniu ... Powód wciąż ten sam, zbyt dużo obowiązków, za mało czasu. Od razu chciałabym tutaj zaznaczyć, że to nie brak umiejętnej organizacji, absolutnie, jestem bardzo dobrze zorganizowana, ale mam po prostu za dużo spraw na głowie i jestem zmuszona wybierać ważniejsze priorytety.

Cieszę się jednak, że ciągle tutaj jesteście, zaglądacie i komentujecie. Blog wciąż żyje a to dla mnie bardzo ważne, bo po prostu uwielbiam to co robię i jest mi ogromnie miło kiedy mam świadomość, że tam jesteście ;)

Muszę przyznać, że jeśli chodzi o tegoroczny kalendarz adwentowy to byłam przekonana, że nie dam rady go zrobić. Sama się dziwię, że jednak się udało, może los był dla mnie łaskawy albo dostałam nadprzyrodzonej siły albo po prostu to był ten dzień ...

advent calendar

W sobotę przed pierwszą niedzielą Adwentu pojechałam do dwóch sklepów, żeby zakupić jakieś niedrogie drobnostki, które mogłabym schować dla dziewczynek w paczuszkach. Zamysł był, ale materiałów brakowało, więc wybrałam się na polowanie. Polecam w takich przypadkach sklepy typu Pepco, Empik Outlet, Kik, Tiger (tych dwóch ostatnich niestety nie mam w naszym mieście, choć podobno w 2016 mają się otworzyć, wiem od samego źródła ;), ale widzę czasami zdjęcia ze sklepów i ubolewam, bo naprawdę można tam kupić mnóstwo drobnych prezencików i niespodzianek).

advent calendar

W niedzielę zabunkrowałam się w moim 'biurze' i tworzyłam z ogromną przyjemnością. Dziewczynki przychodziły pod drzwi prawie co minutę co trochę przeszkadzało ale też miało swój urok. Największym wyzwaniem był fakt, że nie udało mi się zakupić wszystkich rzeczy, które mogłabym ukryć w paczuszkach. W końcu albo musiały to być dwie sztuki albo jedna o ile dało się traktować to jako 'dobro wspólne'. Część niespodzianek zrobiłam więc sama z czego ogromnie się cieszę choć jestem ciekawa reakcji, bo te robione jeszcze przed nami ;)

advent calendar

A co w środku? No tutaj mam pewien problem, bo starsza córa już zagląda na wszystkie moje profile a skoro to mają być niespodzianki to jednak wszystkiego zdradzić nie mogę. Tak naprawdę prezentem niespodzianką może być cokolwiek, wystarczy tylko przełamać stereotypy i otworzyć się na ciekawe rozwiązania. Nie chciałam przede wszystkim wydawać dużo pieniędzy, bo staramy się uczyć nasze dzieci poszanowania dla pracy i pieniądza, nie chcemy aby były zepsute i rozpuszczone, a grudzień u nas obfituje w prezenty bo dajemy je i na Mikołaja i pod choinkę, więc to byłoby już zdecydowanie za dużo. Kalendarz ma umilać oczekiwanie, wzbogacać nasze rodzinne tradycje, dostarczać miłych wspomnień.

Zapakowałam więc wszystko co kosztowało niewielkie pieniądze oraz większość rzeczy, która do czegoś Im się przyda, do niektórych dorobiłam teorię, improwizowałam i wyszło nawet fajnie. Są przybory szkolne, skarpetki, rajstopki, notes z magnesem na wspólne zapiski dla całej rodziny, bilety na wspólne wyjście, wspólne przedświąteczne zadania (przykład: pieczątka do ciastek - pieczemy pierniczki), ozdoby choinkowe, pamiątki wykonane przeze mnie, 3 razy nawet pokusiłam się o malutkie słodycze, bo w końcu to u nas święto gdyż od dłuższego czasu ich nie jemy ;)

advent calendar

advent calendar

Odkąd pamiętam lubiłam dawać prezenty, starannie dobierać je do osób, pakować. Od jakiegoś czasu kartki i drobne prezenty wykonuję również sama. Wszystkie te czynności wykonuję z nadzieją, że niespodzianki będą trafione. Sprawia mi to ogromną radość i satysfakcję. 

Podskoki radości, zdziwienie, zastanawianie się co będzie w środku, wspólne odliczanie - bezcenne, warto było pakować i wieszać do północy. 

advent calendar

advent calendar

Wiem, że temat już trochę nieaktualny, ale możecie potraktować go jako inspirację na następny rok. A może kogoś z Was zaciekawi sposób pakowania czy ozdabiania? Wreszcie, co prawda nie za wiele, ale podałam trochę przykładów na drobne prezenty ;) Jeszcze o tym pakowaniu trochę powiem a co ;) Musicie wiedzieć, że i w tym przypadku nieźle kombinowałam bo np. szare pudełka zostawiłam sobie kiedyś po pastach do zębów (u mnie nic się nie zmarnuje ;)), biały papier przyjechał z zakupami z jakiegoś odzieżowego sklepu z sieci (świetnie się sprawdza, jest elastyczny, delikatny ale przebija więc trzeba kilka warstw), sznurek (za grosze) dawno temu wypatrzyłam w markecie budowlanym. Pokuszę się również o stwierdzenie, że taki adwentowy kalendarz to całkiem fajna świąteczna dekoracja, więc kto wie, może komuś z Was zachce się zapakować kilka paczuszek i zawiesić je na jakimś wieszaku, badylu czy stojaku ...

A na koniec wisienka na torcie, 'jaka matka taka córka' ;) Udało mi się złapać w obiektywie jak Asia również fotografuje nasz kalendarz i żeby nie było, też robiła różne ujęcia, z różnych stron, nie ma to tamto ;) tylko czekać aż zacznie się wyginać jak ja odkąd mam nowy obiektyw ;)


Życzę Wam Kochani udanych przygotowań do Świąt, celebrujcie ten czas, bo to najpiękniejszy miesiąc w roku, rodzinny, nastrojowy, miły, po prostu wspaniały. 

Obiecuję pojawić się tutaj jeszcze przed Świętami, ale jeśli brakuje Wam ze mną kontaktu to szukajcie mnie na FB oraz IG - zwłaszcza tutaj staram się być regularnie.

Ściskam
Iza



Koc- Biedronka (2014)
Kosz - Jysk.pl
Poszewka - HM Home (wyprzedaż 2014)
Kapcie - Ikea
Szyld Eggs - Myszkowiec.com.pl
Serce w kratkę - prezent od Izy z http://cloroesdemialma.blogspot.com/
Ptaszek - Empik Outlet
Serce czerwone - Rossmann (kilka lat temu)

Odliczamy - kalendarz adwentowy 2014

Sunday, November 30, 2014


Witajcie Moi Drodzy!

Jazda bez trzymanki - tak mogę podsumować miniony tydzień, dwa dni pod rząd spałam tylko 5 godzin, napięty harmonogram każdego dnia, aż w końcu upragniona sobota, na którą zaplanowałam sobie co? no jak myślicie?

Mycie okien a jakże! Chciałam koniecznie zrobić to jak najwcześniej i tak naprawdę miało to nastąpić już jakieś kilka tygodni temu, bo po inwazji muszek owocówek nie mogłam na nie patrzeć!

Wstałam rano załamana, zmęczona z zakwasami po ostatnim wycisku na zajęciach fitness a do tego od rana mnóstwo zajęć wokół dziewczynek, jedna śniadanie, inhalacje, syrop, nos zakropić, druga wstała, śniadanie, łóżka pościelić ... a tu druga już woła "mamo pić" ... myślę sobie, zwariuję, w życiu nie umyję, a tu jeszcze pakowanie do kalendarza mnie czeka!

Zwątpiłam ... no i jeszcze podstawowe pytanie: co my dzisiaj będziemy jeść??? Chwila na głęboki wdech, o nie, muszę to zrobić dzisiaj, koniec kropka! 

Udało się Kochani i powiem Wam jeszcze coś - warto było do północy, z okropnym bólem rąk i mięśni, prawie zasypiając, pakować niespodzianki do kalendarza! Dzisiejsze chwile BEZCENNE!!!

To tak tytułem wstępu, a teraz pokazuję Wam to, co starałam się opisać w poprzednim poście :)




W zasadzie wiele się nie zmieniło :) Dodałam czarne zawieszki, miały być gwiazdki, niestety  czarnego kartonu (który nawiasem mówiąc pochodzi z metek ;)) miałam jednak za mało. Biały marker okazał się niezbyt fajnym kumplem przynajmniej do zastosowania na papierze, bo całość farby wsiąka i jest mało widoczny. Wtedy przypomniałam sobie o poczciwej koleżance kredzie!

W środku tak, jak pisałam są niespodzianki do wspólnej zabawy, nie mogę pisać za dużo, bo starsza córcia zagląda na bloga. Idea jest jedna: ma być wspólny czas, piękne wspomnienia i pamiątki, a wszystko po to, aby jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyć i znaleźć w tej codziennej gonitwie czas dla siebie!

Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu, więc pierwszy kapcioch wisi w miejscu honorowym czyli na wieszaku. Stwierdziłam, że nie będę wieszać wszystkich obok siebie, może nawet bardziej podkreśli to odliczanie.









Dzisiejszy ranek dostarczył dziewczynkom mnóstwo wspaniałych emocji, przez kilka minut biegały tam i z powrotem, aż w końcu największe emocje były przy otwieraniu! 

Wcześniej wytłumaczyłam o co chodzi, czego mają się spodziewać, dlaczego 4 a nie 24 jak w poprzednich latach. Były zachwycone przed, a tym bardziej po :) :) :)



A co było w środku? No właśnie, tutaj fajna historia ;) Miała być ciastolina, bo dziewczynki ostatnio dużo lepiły z plasteliny, a tu klops. W sklepie spodziewałam się ciastoliny, ale albo była obok albo jej nie było w ogóle i w pośpiechu (jak to ja, ciągle w biegu, ciągle coś do zrobienia i mało czasu) drapnęłam farby do malowania palcami :D Nawet o tym nie wiedziałam, a przy pakowaniu chyba rzeczywiście spałam, bo wyszło dopiero przy otwieraniu!

Początkowo się przestraszyłam, ale to był strzał w dziesiątkę! Malowaliśmy wspólne dzieła, powstały wielkie i przepiękne, a co najważniejsze ogromnie cenne malowidła, które będą naszą pamiątką na całe życie! Jesteśmy z nich dumni a ja bardzo się cieszę, że mój tegoroczny kalendarz tak bardzo spodobał się mojej ukochanej rodzinie! Warto było, oj warto choć wiele mnie to wszystko kosztuje, żeby móc ogarnąć i przygotować ale emocje i wrażenia wielkie i wspaniałe, aż łza kręci się w oku :)




Jedynka już pusta, odliczanie rozpoczęte, dziewczynki już nie mogą doczekać się kolejnej niedzieli i ciągle się zastanawiają co jest w następnych kapciochach, a ja im wtedy powtarzam, że na tym właśnie polega oczekiwanie, bo przecież oczekujemy na narodzenie Jezusa!




I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszą opowieść, ale już niedługo do Was wracam.
Dobranoc Kochani!
Iza

Zimowa jadalnia oraz o kalendarzu adwentowym

Tuesday, November 25, 2014


Hej Moi Drodzy!

Spać już powinnam o tej porze, ale chęć wywiązania się z obietnicy jest silniejsza. Pisałam, że postaram się pokazać przynajmniej zwiastun kalendarza adwentowego 2014, więc muszę dotrzymać słowa i zakasać rękawy do roboty ;)

No cóż, wstyd się przyznać Kochani, ale jestem w tzw. "szczerym polu" w tym temacie i jak to zwykle "będzie na ostatnią chwilę". Przy nieustannym braku czasu jest to niestety już chyba tradycja ale ciągle sobie powtarzam, że przecież zawsze taka zorganizowana byłam ...

Ale, ale, pomysł jest, baza jest, więc mam nadzieję, że jak Wam pokażę o co chodzi i napiszę słów kilka to już wszystko będzie wiadomo. Musicie mi wybaczyć, ale będzie jeszcze związana z tym historia.

Opowieść czas zacząć ;) ... Zainspirowana zdjęciem z jednego wnętrzarskiego pisma, o ile dobrze pamiętam to M jak Mieszkanie (no nie przygotowałam się, wiem, ale nie chce mi się wstawać z kanapy i jej teraz szukać, bo każda minuta snu więcej jest na wagę złota, wybaczycie mi przecież ;)) postanowiłam, że nasz tegoroczny kalendarz będzie z zimowych kapciochów :)




Chodziły za mną mniej więcej od 2 lat, ale albo mi było szkoda pieniędzy albo jak już się zdecydowałam to już ich nie było i tak mi zeszło, ale w tym roku o co to to nie! Ruszyłam do akcji! Co to była za pogoń słuchajcie, gdybym stała z boku i siebie obserwowała to pewnie uśmiałabym się do łez :D

Pojechałam ja sobie do sklepu wyluzowana, no bo przecież jak w połowie listopada mogłoby ich JUŻ nie być w sprzedaży skoro pojawiły się dopiero 2 tygodnie wcześniej?

Ano mogłoby! Mina mi zrzedła, nie dałam za wygraną, biegnę do obsługi: "są na tekstyliach", "OMG to ja mam się wracać przez pół sklepu?", "no tak, przecież je CHCĘ". No to idziemy po raz pierwszy, żeby usłyszeć, że nie ma i nie będzie, bo właśnie wszystkie się sprzedały. 

Wracamy (moje kochane córcie ze mną - były dzielne!), desperacja! Ale zaraz, jak to możliwe? Nie będę ich miała? Trzeci rok z rzędu? O nie! Podejście numer 2. Jest, dzwoni przemiła Pani na dział tekstyliów i mówi, że stoi koło Niej wariatka z dwójką dzieci i ze sklepu nie wyjdzie, jak Jej nie zdejmą tych kapciochów z ekspozycji ;) 

Pozdrowienia należą się Panu, który ze stoicką cierpliwością, a nawet przemiłym podjeściem mierzył jeszcze jeden do drugiego, bo okazało się, że ONE MAJĄ ROZMIARY wrrr Zresztą słuchajcie, ten sam przemiły Pan już kiedyś bardzo nam pomógł i naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem Jego życzliwości!

Sami widzicie, że normalna to ja nie jestem ;)




Teraz kalendarz, jak widzicie na powyższych zdjęciach, kapciochów mam sztuk 4, bo i cztery niedziele adwentu to tak, jak z czterema świeczkami. Przyznacie chyba, że 12 par to byłoby już lekkie przegięcie ;)

Na każdym z czterech kapciochów pojawi się cyferka, którą muszę zrobić, bo się w żadne gotowe nie zaopatrzyłam. Myślałam o czarnej gwiazdce z papieru i białej cyferce, bo Kochani tak, tak, mam nowego kumpla - biały marker ;)

A co będzie w środku? Z pewnością będą niespodzianki dla moich córeczek takie, które pozwolą nam usiąść razem przy stole i spędzić czas razem na wspólnej i kreatywnej zabawie. W zeszłym roku zainspirowała mnie do tego Monika z Home About, ale dla mnie było już wtedy za późno. Pomysł tak mi się spodobał, że w tym roku koniecznie chciałam zrobić to samo u nas.

Zastanawiałam się jak to podzielić i zdecydowałam, że każda niedziela począwszy od najbliższej czyli 30 listopada będzie tym dniem kiedy będziemy wspólnie coś robić. Jestem domatorką i uwielbiam spędzać czas w domu, zwłaszcza na jesień i w zimie, więc z miłą chęcią będziemy w tym roku odliczać do Świąt przez 4 kolejne niedziele.

Można też każdą rzecz z osobna zapakować na każdy dzień i dopiero w niedzielę zasiąść do wspólnych robótek, ale mi nie udało się skompletować aż 24 osobnych elementów tylko raczej zestawy, więc będzie na cztery ;)

Myślałam jeszcze o tym, żeby w takim razie na pozostałe dni zapakować jednak jakieś łakocie, bo wiadomo, że dzieci je uwielbiają, ale jeszcze nad tym dumam ;)

Tak się złożyło, że przy okazji zdjęć kapciochów obfociłam jeszcze naszą zimową już jadalnię. Zapraszam do oglądania :)
















Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tymi opowieściami a opis i zdjęcia kapciochów wystarczą do tego, aby Was zainspirować jeśli zechcecie zrobić coś podobnego u siebie. Na koniec kilka ogłoszeń.

Ogromnie Wam dziękuję za tak liczny udział w wyprzedaży, większość rzeczy już się sprzedała, teraz czeka mnie pakowanie i wysyłka paczek! 

Jest mi niezmiernie miło podzielić się z Wami wspaniałą jak dla mnie wiadomością. Otóż po długim namyśle rozpoczęłam współpracę z firmą Rosenthal Polska. Charakter tej współpracy będzie się opierał głównie na wymianie informacji, doświadczeń, wspólnych tekstach lub nawet wydarzeniach. Polecam Wam również zajrzeć na Rosenthal Blog, gdzie mój blog widnieje w zakładce Blogroll.


1:00 idę spać!
Do miłego!
Iza




Odliczanie czas zacząć

Sunday, December 1, 2013


Uwielbiam ten przedświąteczny czas, ma on swój niesamowity urok i klimat. 

Z lat dzieciństwa zapamiętałam wszystko co najlepsze ... wspólne Wigilie u Babci, przepyszne smaki i zapachy, prezenty, spotkania rodzinne ...

Jak ten czas leci ... teraz za wszelką cenę chcę, żeby dziewczynki miały wspaniałe wspomnienia. Brak czasu oraz duży poziom stresu oczywiście bardzo uporczywie i regularnie mi w tym przeszkadzają, ale nie poddaję się i walczę.

Rok temu uszyłam swój pierwszy kalendarz adwentowy. Dla przypomnienia można go zobaczyć tutaj. Nie byłam z niego jakoś szczególnie dumna, ale dziewczynkom podobał się bardzo.

W tym roku miałam inną wizję, ale niestety z braku czasu oraz odpowiedniego materiału pod ręką, nie udało mi się jej zrealizować. W ostatniej chwili powstał projekt z grupy tzw. planów B ;)

I też nie jestem oszołomiona, ale chyba lepiej wygląda niż ten poprzedni. Jest to oczywiście kolejna odsłona czy też lifting wersji sprzed roku ;)




Narobiłam się oczywiście sporo, bo musiałam odpruć wszystkie kieszonki, a raczej połowy kieszonek przez co konieczne było doszycie drugiej części do 24-ech połówek. Doszyłam też sznureczki. Kieszonki przywiązałam i tutaj też recykling, bo wykorzystałam wszystkie tasiemki i kokardki, które robiłam w zeszłym roku z pociętego lnu i używałam ich do ozdobienia donic, lampionów i girland.




Mam taki plan, że po zakończeniu okresu wyczekiwania kalendarz ustąpi miejsce uszytym przeze mnie skarpetom ale na wypadek, gdyby się jednak nie udało, obmyśliłam już prostszą i mniej czasochłonną wersję zastępczą ;)






W ten sposób ta niezbyt lubiana przeze mnie i jeszcze na dodatek nieskończona barierka nabrała świątecznego wyglądu.

W kieszonkach mamy maluteńkie czekoladki, po dwie na każdy dzień. Planowałam inne drobnostki ale niestety brakło czasu na przygotowanie.

Życzę nam wszystkim aby ten czas oczekiwania, wyciszenia i refleksji dla dorosłych oraz ciepłych i radosnych emocji dla naszych dzieci był najpiękniejszy i jak najbardziej owocny we wszystko co najlepsze!

W następnym poście będę chciała się pochwalić przemiłym gestem i niespodzianką jaka mnie spotkała ostatnio od mojej wspaniałej blogowej siostrze ;)

Pozdrówki!


 

Followers

Popular Posts